Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 345/2016, Sobota 10 grudnia 2016 r., Julii i Daniela
Opublikowano
Mury mówią
Napisy na murach to sprawa diabelnie skomplikowana i wieloaspektowa. Niby zawsze chodzi o to samo: kilka liter czy słów nakreślonych naprędce na ścianie, a jednak jakże różne motywacje i emocje za nimi stoją. Nie mówię tu nawet o słynnych, historycznych napisach reprezentujących walkę z obcym okupantem czy ze swojskim reżimem, za które ludzie nieraz płacili srogą cenę.

Chodzi mi o te napisy, które pojawiają się dziś, w różnych okolicznościach i na różny temat. I myślę sobie, że dziś, kiedy oficjalnie, za pomocą wielu różnych narzędzi przekazu czy instytucji, można informować współobywateli o wszystkim – mur wydaje się medium nieco wątpliwym.

Ot, chociażby świeża sprawa pracownika ZUS, który na ścianie budynku, w którym mieści się jego instytucja, wypisał hasła godzące w jej godność i powagę (choć tak naprawdę to chyba sam ZUS ugodził w swoją godność, powątpiewając w trwałość utraty zdrowia u osoby, która straciła nogę). Pracownik ów, solidaryzując się zatem z poszkodowaną kobietą, zdecydował się na gest odważny, choć rozpaczliwy. Pewnie stanie się on wkrótce cichym bohaterem dla wielu Polaków, bo jako jeden z niewielu odważył się publicznie powiedzieć to, co każdy myśli o narodowym ubezpieczycielu. Człowiek ów zresztą poniósł już konsekwencje swego czynu: z tego co wiem, nie tylko wyleciał z pracy, ale też wkrótce odpowie przed sądem za zniszczenie mienia publicznego. O ile ta pierwsza kara jest wyraźną zemstą systemu ubezpieczeń społecznych, to druga kwestia jest nieco bardziej zagmatwana. Bo owszem, człowiek ten mur zabazgrał, co samo w sobie jest czynem dość nieeleganckim i raczej godnym nagany, ale zrobił to w dobrej intencji. 

Gdybym był ławnikiem w jego sprawie, to być może byłbym skłonny mu nawet ten występek darować. Ale patrząc z drugiej strony: gdyby pojawiało się teraz więcej takich bojowników o swoje słuszne sprawy, to nasze miasta zaczęłyby wyglądać jak tablice pełne pobożnych życzeń, emocjonalnych enuncjacji i gorzkich złorzeczeń. Już dziś nasze mury często prezentują stan opłakany, choć są tylko polem walki werbalnej pomiędzy kibicami lub miejscem nieśmiałych prób okazania dorosłości przez nieletnich (wiadomo, że pierwsze publiczne napisanie wulgarnego słowa stanowi dla niektórych ważny próg w rozwoju osobowości). Gdyby jeszcze zwykli ludzie zaczęli pisać rozwlekle o swoich sprawach – zabrakłoby pewnie miejsca na elewacjach polskich budynków. A też trzeba pamiętać, że skuteczność skargi pisanej na murze jest raczej kiepska: siłą rzeczy autor musi się ograniczyć do kilku słów, a to często nie wystarczy, by ukazać złożoność problemu. A skoro pisze się na ścianie zwykle nocą, po ciemku, w nerwach i napięciu – można czasem przekręcić ważne słowo albo zgubić wątek i wtedy nici z przekazu.

Dlatego sugeruję wszystkim przyszłym zapisywaczom murów, choć także wszystkim tym, którzy decydują się używać języka w przestrzeni publicznej, by starali się opanować jak najlepiej polszczyznę w mowie i w piśmie. Przećwiczyć ją na Twitterze czy innym fejsie. Wszyscy na tym skorzystamy...

0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium