Życie Podkarpackie nr 48/2016 Życie Podkarpackie nr 48/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 337/2016, Piątek 2 grudnia 2016 r., Pauliny i Balbiny
Opublikowano
Robienie w kulturze
Kilka dni temu przez media krajowe przemknęła informacja o małym skandalu w dziedzinie kultury. Podczas rozdania „Paszportów Polityki” – corocznej nagrody dla raczej młodych twórców, których dzieła miały w danym roku największą wartość – jeden z laureatów, pisarz Zygmunt Miłoszewski, wypalił ze sceny do zgromadzonych na widowni polityków i urzędników, że mają spory tupet, przychodząc na imprezę dla ludzi kultury. Na sali byli obecni: prezydent, minister kultury i wiele innych ważnych w państwie osób, więc jasnym jest, że sprawa nabrała dla mediów atrakcyjności i gościła przez jakieś pół dnia na większości portali informacyjnych. Dziś już pewnie wszyscy o niej zapomnieli, a szkoda, bo sam problem jest ważny z różnych względów.

Politycy w Polsce, czy to na szczeblu centralnym, czy lokalnym, od zawsze mieli problem z kulturą. Z jednej strony wiedzą, że coś takiego powinno istnieć, z drugiej strasznie szkoda im wydawać na nią pieniędzy, kiedy jest tyle kopalni do dofinansowania, tyle dźwiękochłonnych ekranów do postawienia, tyle przydrożnych drzew do wycięcia. Mnogość tych ważkich celów publicznych sprawia, że kultura – choć pewnie ważna – posłusznie zajmuje miejsce na końcu kolejki. Artyści wszelkiej maści co prawda nie mają jakichś wielkich finansowych wymagań, ale są tak uroczo nieporadni w zdobywaniu kasy, że aż szkoda im cokolwiek dawać... (inna sprawa, że im twórca sprawniejszy w pozyskiwaniu środków, tym większą okazuje się miernotą).

Oczywiście tak naprawdę Miłoszewskiemu nie chodziło przecież o wysokie i łatwo dostępne stypendia dla twórców. Chodzi raczej o instytucje kultury, które powinny pełnić funkcję pośrednika między artystami a publicznością. W interesie naszego społeczeństwa jest to, by stawało się ono mądrzejsze, rozumniejsze i coraz bardziej zdolne do autorefleksji. Te wszystkie – jak mniemam – pożądane cechy można rozwinąć w narodzie poprzez kulturę. 

Aby jednak mogła ona odcisnąć swe zbawienne piętno na polskiej duszy, musi być dostępna i poważnie traktowana. Jeśli przedstawia się ją jako kuriozum lub fanaberię (a to bardzo częste w rzeczywistości polskich urzędów, szkół czy mediów), jej efekt będzie wręcz odwrotny: wzmocni się powszechna bezmyślność, bezrefleksyjność i bierność.

Państwo chętnie umywa ręce od kultury, zrzucając na samorządy wojewódzkie i lokalne gros obowiązków z nią związanych. Lokalnymi instytucjami kultury kierują zazwyczaj tzw. sprawni menadżerowie, ludzie zaufani, którzy gwarantują sprawną termomodernizację budynków związanych z kulturą, ale niewiele poza tym. Takie są zresztą oczekiwania samorządowych polityków, którzy w swoich programach wyborczych kulturę, jeśli nie zdecydują się jej pominąć, sprowadzają do odnowy zabytków czy ogrzania sal widowiskowych. W efekcie nasze codzienne życie kulturalne staje się jałowym polem przypadku i słabego gustu finansowych decydentów. I to właśnie wkurza, nie tylko Miłoszewskiego.

0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 48/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium
Sonda
Prezenty z okazji mikołajek lub pod choinkę...
  • Kupuję on-line
  • Wynajduję w małych sklepikach lub centrach handlowych
  • Stawiam na bony podarunkowe
  • Sam tworzę