Życie Podkarpackie nr 48/2016 Życie Podkarpackie nr 48/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 339/2016, Niedziela 4 grudnia 2016 r., Barbary i Piotra
Opublikowano
Na sucho
Niedawno przeczytałem po raz kolejny słynną niegdyś powieść Kurta Vonneguta – Rzeźnię numer pięć. Krótka ta powiastka zawsze wywiera na mnie ogromne wrażenie. Za każdym razem, kiedy ją czytam, a robiłem to już chyba kilkanaście razy, odczuwam głęboki podziw dla pisarza, który na tak niewielu stronach potrafił pomieścić tyle przenikliwych obserwacji i sądów, który w tak lekkiej formie potrafił mądrze powiedzieć o rzeczach najpoważniejszych. Nie chcę tu jednak uprawiać sentymentalnej literackiej krytyki. Wspominam o tej powieści z zupełnie innego, bardziej aktualnego powodu.

Otóż pojawia się w niej postać pewnego eks-żołnierza, którego spotyka główny bohater w szpitalu dla weteranów. Człowiek ten podczas drugiej wojny światowej widział na swe oczy niezmierzone morze okrucieństwa i głupoty, które niejednemu odebrałyby ochotę do życia, jego samego zaś pozbawiło najmniejszych złudzeń co do rodzaju ludzkiego. Ale właśnie dlatego podejmuje on zaskakującą decyzję: postanawia być dobrym i uprzejmym dla każdego napotkanego człowieka, żeby w ten sposób zmniejszyć ilość zła i bezmyślności na świecie. Jego mała prywatna krucjata oczywiście w skali globalnej nie może być skuteczna, ale w swym ograniczonym zakresie jednak działa. Bowiem człowiekowi, który słyszy od swego bliźniego dobre słowo, nawet banalne, robi się po prostu lżej na duszy. Trudno mu wtedy chować w sercu gniew, złość i niechęć.

Pomyślałem sobie o tym Vonnegutowskim bohaterze, czytając i słuchając kilku dziennikarzy i publicystów, o których głośno ostatnio w naszym kraju. Od jakiegoś bowiem czasu mam wyjątkową nieprzyjemność słuchać lub czytać różne wypowiedzi ludzi, silnie deklarujących się po stronie wartości, którzy jednakże rozsiewają wokół siebie niechęć, pogardę, a nawet nienawiść. 

Nieważne, czy mówią o kobietach, zwierzętach, ofiarach terrorystów czy o Owsiaku – robią to, nie omieszkując wyrazić w ostrych i złych słowach swej nieprzejednanej moralnej postawy.

Oczywiście daleki jestem od tego, by się zżymać na wolność słowa: jeśli np. Warzecha, Terlikowski czy Ziemkiewicz pragną tak mówić – to niech mówią. Nie mogę jednak wyjść ze zdumienia, że tak łatwo przychodzi im posługiwanie się nienawistnym językiem. Tak bardzo chciałbym, żeby oni czasem przemówili ludzkim głosem, żeby powiedzieli jakieś zdanie, które nie tylko nie upokorzy naraz kilku milionów Polaków, ale które sprawi, że każdy człowiek przez chwilę poczuje się lepiej. Żeby pomyśleli, że dobrym słowem mogą uczynić świat odrobinę lepszym.

Żeby przez chwilę chcieli być dla swych bliźnich (a są nimi wszyscy ludzie, nawet ci o odmiennych poglądach) dobrzy jak chleb. Bo na razie są raczej jak czerstwe, suche bułki, które trzeba jeść bez popicia. 

0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 48/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium
Sonda
Prezenty z okazji mikołajek lub pod choinkę...
  • Kupuję on-line
  • Wynajduję w małych sklepikach lub centrach handlowych
  • Stawiam na bony podarunkowe
  • Sam tworzę