Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 345/2016, Sobota 10 grudnia 2016 r., Julii i Daniela
Opublikowano
Kwestia smaku
Miałem nadzieję, że ten rok w życiu publicznym, bardziej niż poprzednie pełen zdarzeń złych, niepokojących, przykrych i głupich, zakończy się jakimś miłym akcentem. Już nawet nie myślałem o realnym dobrym wydarzeniu czy uśmiechu losu, ale o jakimś podnoszącym na duchu symbolicznym obrazie, który zostanie nam w pamięci jako podsumowanie Anno Domini 2014.

Mógłby to być na przykład jakiś spektakularny tryumf polskich sportowców, zimowych czy halowych, obojętne. Mogłaby to być jakaś korzystna zmiana w prawie państwowym czy lokalnym, na przykład symboliczne obniżenie podatków czy coś. Mógłby być wreszcie przynajmniej jakiś piękny zimowy krajobraz za oknem. Niestety, zawiodło wszystko: od Justyny Kowalczyk, przez przemyską radę miejską, aż po warunki atmosferyczne.

Za to jednym z najbardziej zapadających w pamięć obrazów końca roku jest fotografia posłanki Krystyny Pawłowicz posilającej się podczas obrad Sejmu. Fakt ten miał miejsce już kilka dobrych dni temu, ale wciąż nie może mi wyjść z pamięci ów widok. Nawet nie sam fakt spożywania pokarmu na sali sejmowej tak się zagnieździł w mojej wyobraźni, ale jakieś nieskrępowane żadnym skrupułem samozadowolenie jego zjadaczki.

Oczywiście, sprawa jest dość oczywista, toteż chyba wszyscy publicyści zdążyli już wyrazić swe – nomen omen – zniesmaczenie zachowaniem posłanki. Z kolei twórcy internetowych memów zalali sieć bardziej lub mniej dowcipnymi komentarzami na temat tego zdarzenia.

Wydaje mi się jednak, że żartobliwy nastrój w pisaniu o pani Pawłowicz jest trochę nie na miejscu, bowiem w powszechnym dowcipkowaniu na jej temat rozmywa się problem większy. A jest nim zatrważająco szybkie zanikanie szacunku wobec drugiego człowieka, połączone z gwałtownym wzrostem poziomu miłości własnej. Dotyka to zwłaszcza osoby w przestrzeni publicznej, ale też zaczyna się rozlewać na całe społeczeństwo. Ludzie, którym przeszkadza taki rosnący poziom prostactwa, usuwają się w cień, a ich głos jest coraz bardziej nikły.

Wokół nas jest coraz więcej osób publicznych, zatrudnionych w różnych instytucjach, które nie mają problemów z chrupaniem cebulaków podczas obsługi petenta, z rozmawianiem w sprawach prywatnych przez telefon w obecności interesanta czy z jedzeniem pierogów podczas zajęć na uczelni (wszystkie przykłady osobiście widziałem). Oni nie widzą w tym niczego złego, a zwykłemu człowiekowi trochę wstyd zwracać im uwagę. I tak się rozprzestrzenia.

Tym bardziej smutna jest ta sejmowa „afera sałatkowa”, bo jej główna bohaterka to m.in.: wybitna znawczyni prawa, od wielu lat profesorka na kilku znaczących uczelniach (m.in. na Uniwersytecie Warszawskim), autorka wielu publikacji prawniczych, członkini Trybunału Stanu, uczestniczka Okrągłego Stołu itp. Jeśli zatem te wszystkie instytucje i sytuacje nie nauczyły jej zachowania, to czego wymagać od naszych lokalnych urzędników i osób publicznych? Zapowiada się więc trudny rok…

nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium