Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 344/2016, Piątek 9 grudnia 2016 r., Wiesławy i Leokadii
Opublikowano
Wąscy specjaliści
Nastała era specjalizacji. Dziś każdy, kto chce odegrać jakąś rolę w gospodarce krajowej czy globalnej, musi postawić na fachowość swego wykształcenia, na niepowtarzalność wiedzy i na wąską specjalistyczność swych umiejętności. Ministerstwa (edukacji i szkolnictwa wyższego) wciąż zachęcają, by młodzież się na potęgę specjalizowała i wręcz same podrzucają propozycje takich specjalności, w których uczniowie lub studenci będą mogli spełnić swoje aspiracje, do tej pory przed nimi samymi ukryte. Wydaje się, że niektórzy politycy i urzędnicy są wciąż przekonani, że młody człowiek nie ma jeszcze rozsądnego oglądu świata, a więc warto mu podsunąć takie wąskie specjalności, dzięki którym pozycja Polski na światowej mapie innowacyjnej gospodarki polepszy się w sposób skokowy. A wiadomo, że jeśli cała Polska w rankingach się dźwignie, to i ministerialni urzędnicy będą mogli liczyć na jakieś nieco bardziej osobiste, przyjemne dźwignięcia w postaci premii czy awansów.

Dlatego też w ministerstwach pojawiają się co i rusz pomysły zamawiania kształcenia na konkretnych kierunkach, w efekcie czego w jakimś czasie powstają całe zastępy mechatroników, informatyków, energetyków itp., którzy okazują się tak dobrze wykształceni, iż natychmiast z Polski wyjeżdżają, by szukać dobrze płatnej pracy w bogatszej Europie. To efekt może już nie do końca zamierzony przez decydentów, ale w pewien ironiczny sposób na pewno potwierdzający jakość rodzimego wykształcenia.

Mnożą się też różnorakie kursy, szkolenia, certyfikacje, akredytacje, bez których coraz ciężej funkcjonować na rynku. Mimo „otwarcia” niektórych zawodów, w większości przypadków pracownik czy przedsiębiorca musi się okazać dobrze przygotowanym specjalistą. I właściwie tylko w jednej sferze nie trzeba wykazywać żadnych kwalifikacji, umiejętności ani wiedzy, by odnieść sukces. To oczywiście sfera publiczna: medialno-polityczno-obyczajowa.

W sferze publicznej można prawić najbardziej absurdalne farmazony bez najmniejszej obawy, że ktoś nam za to na przykład cofnie prawo wykonywania zawodu. Wręcz przeciwnie – im głupiej gadamy, tym bardziej nas cenią media; a im mniej wiemy, tym pewniej mówimy. Ot, choćby taki pan Zelnik, który był łaskaw wypowiedzieć się ostatnio w telewizji na temat fizycznej ułomności dzieci urodzonych dzięki in vitro. Cóż z tego, że słynny eks-Faraon wiedzy na ten temat nie ma żadnej, cóż z tego, że być może narusza czyjąś godność i uczucia? Co powiedział to jego. Jestem przekonany, że teraz jeszcze chętniej będzie zapraszany do mediów i jeszcze pewniej będzie się wypowiadał, ośmielony powszechnym zainteresowaniem.

Podobnych przykładów są setki. Dlatego uważam, że należałoby wprowadzić certyfikat albo test na osobę publiczną. Bo skoro taksówkarz, konduktor, pielęgniarka czy elektryk przed podjęciem działalności musi przejść odpowiednie egzaminy, to czemu nie mają tego robić osoby publiczne? Zwłaszcza że szkody wyrządzane przez nie dotyczą setek tysięcy obywateli. 

nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium