Życie Podkarpackie nr 33/2018 Życie Podkarpackie nr 33/2018

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 229/2018, Piątek 17 sierpnia 2018 r., Jacka i Mirona
Opublikowano
Z dala od morza
Czy stocznia, w której powstają morskie jednostki pływające, musi leżeć nad morzem? Niekoniecznie. Skoro w Dubaju można jeździć na nartach, to wszystko jest możliwe. Na razie nie wiadomo jeszcze, czy można łowić ryby z przerębli na Saharze, ale to kwestia czasu, kiedy informacja taka nikogo już nie zdziwi.
Tymczasem z telewizji można jeszcze to i owo wyłowić. Oprócz całej tej informacyjno-propagandowej papki, przaśnych kabaretów i miłosno-familijnych tasiemców istnieją jeszcze ciekawostki. Na ogół z ekranu wieje grozą. Nawet takie ciepłe pozycje, jak „M jak miłość” czy „Na Wspólnej” przeradzają się powoli w czarne kryminały i postrzelenia, porwania i zabójstwa są tam już na porządku dziennym.

Czasami coś przemknie jednak przez szklany ekran, co zaciekawi i wciągnie. A to czarująca Julia przejedzie się swoim czerwonym kabriolecikiem po Francji i pokaże, w której kuchni raki zimują, to znowu ktoś inny zaczai się w ogrodach świata, pokazując ich czar i rozmaitość albo wreszcie Sting zaśpiewa wspólnie z Anną Marią Jopek. Zdarzają się też inne perełki. Trafiłem przypadkiem na materiał o stoczni w Kędzierzynie-Koźlu. Najpierw pokazano wizualizację patrolowca prującego morskie fale. Nowoczesna sylwetka tnie dziobem wyprofilowanym jak ostrze siekiery, a płynie szybko i efektownie. Potem trafiamy do stoczni, gdzie przedstawiony jest cały proces produkcyjny, okraszany wypowiedziami projektantów i stoczniowców.
Realizatorzy pokazują przy okazji, dlaczego zatonął „Titanic” i z czego w Kędzierzynie buduje się jednostki pływające. Kwestia stali i nie tylko. Potem te cuda muszą być zwodowane. Do morza kawałek. Zatem jeśli stan Odry pozwala, płyną rzeką, ale może to trochę potrwać. Lepiej załadować patrolowiec na odpowiedni pojazd i transportem drogowym zajechać w kilkanaście godzin, np. do Holandii. Tam wodowane jednostki trafiają do armatorów na całym świecie. Rocznie powstaje ich kilkanaście. Co prawda Kędzierzyn-Koźle jest od dawna portem rzecznym, ale skoro leży w województwie opolskim, to do morza ma kawałek. A przemysł stoczniowy działa tam od lat 1907 – 1908. W 2015 roku stocznię opuściła 1212 jednostka. Ma wzięcie na całym świecie. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Okazuje się, że choć sami mamy kiepską flotę, nowoczesne jednostki produkujemy dla innych. Bo większość stoczni, które trzymały się produkcji krajowej, upadło. Z 12 śródlądowych zostały tylko dwie. W stoczni kozielskiej zamawiali najpierw kontrahenci z: Holandii, Belgii, Niemiec czy Francji. Potem przyszły zamówienia z: Nigerii, Meksyku, Saint Vincent i Grenadyny.

Co jakiś czas słychać, że to, co pływa po Bałtyku pod naszą banderą, to już obiekty muzealne. A jednocześnie gdzieś w rejonie Opola, z dala od morza powstają nowoczesne jednostki pływające, które służą pod inną banderą. Jest w tym pewna prawidłowość. Skoro nasi nie są zainteresowani – robimy dla innych. Proste.

1 Komentarz
user
skomentuj
Komentujesz jako:
user
Tymoteusz1 78.10.209.195 12.02.2018

Prawda jest taka, że jeśli firma sama sobie nie ogarnie konkretnych zleceń, to rzadko kiedy może liczyć na potężne obroty. Właśnie dlatego tutaj istnieje potrzeba nieustannego szukania kontrahentów i kolejnych kontraktów. Takie ładunki można bez problemu przewieźć korzystając z http://furgonetka.pl Rynek się nigdy nie zmieni, miejcie to na uwadze. 

nr 33/2018
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium