Życie Podkarpackie nr 08/2017 Życie Podkarpackie nr 08/2017

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 58/2017, Poniedziałek 27 lutego 2017 r., Gabriela i Anastazji
Opublikowano
Zamek zdobyty
Ray Wilson po raz kolejny dał czadu na scenie przemyskiego zamku. Ostatni wokalista legendarnej formacji „Genesis” pokazał wraz z zespołem , jak należy grać i śpiewać porządnego rocka na odpowiednim poziomie. Artysta, który od 8 lat zamieszkuje w Polsce, jest żywym zaprzeczeniem obiegowej i skądinąd słusznej tezy, iż w kraju nad Wisłą wysoki poziom trudno osiągnąć, a tym bardziej go utrzymać. Rok temu słuchałem Wilsona na tej samej scenie i w tej samej uroczej zamkowej scenerii.

Kiedy nabyłem ostatnią, wydaną w 2016 roku płytę Makes me think of home, postanowiłem sprawdzić, jak zabrzmią kawałki z tego albumu na żywo, tym bardziej że zapowiadano, iż obok szlagierów Genesis pojawią się też utwory najnowsze. I nie zawiodłem się. Zaczęło się, jak należy, to znaczy mocno i soczyście. Ray od razu pokazał, że jest frontmanem pełną gębą. Miał do dyspozycji dwóch gitarzystów, co przy częstej gitarze w jego rękach dawało trzy wiosła. Do tego mocny bas Lawrie Mac Milana, soczyste i dosadne bębny oraz klawisze tworzyły taką ścianę dźwięku, że przy głośniejszych numerach czuło się wibrujące powietrze. Na szczęście akustycy zadbali o czyste brzmienie i wokal Wilsona przebijał się przez to wszystko ze smakiem. A że ma ten człowiek kawał głosu, powoli i systematycznie wciągał publikę w swój show i dźwięki. Prawdziwą okrasą tej gry były solówki Marcina Kajpera, który raz ostro na saksie podnosił słuchaczom ciśnienie, a innym razem subtelnie na flecie wyczarowywał kojące dźwięki. Nie ma tutaj sensu wymieniać całej set-listy. Była jak zwykle zjawiskowa Mama, taneczne Congo, That’s all i Another Days in Paradis. Gitarzyści zmieniali gitary z elektrycznych na akustyczne, przechodząc z mocnego uderzenia w ballady. Przy Song for a friend  Wilson wspomniał Marka Niedźwiedzkiego, któremu, jak powiedział, wiele zawdzięcza. Usłyszeliśmy utwory z najnowszej płyty Wilsona. Energiczny The next life czy wysmakowany tytułowy Makes me think of home z pogłosem wokalu Raya. Pojawił się też wesoły The Airport Song. Nie obyło się bez aluzji na temat trasy z Poznania do Przemyśla. Widać było wyraźnie, że artysta dobrze się czuje w grodzie nad Sanem, na zamkowej scenie. To, że muzyka była grzechu warta, jest oczywiste. Równie ciekawa była postępująca przemiana publiczności. Na początek poderwała się dziewczyna i zaczęła kołysać w takt muzy. Potem systematycznie przybywało stojącej i kołyszącej się publiki. Wilson zachęcał do klaskania w rytm, co ludzie bez ociągania czynili. W zagranym na bis Knockin on’a heaven’s door wszyscy już stali i wybijali oklaskami rytm, śpiewając na zmianę z wokalistą refren pieśni. Smaku dodała ostra i dynamiczna solówka saksofonowa Kajpera i zespół pożegnał się z publicznością przy rzęsistych brawach. Można śmiało powiedzieć, że Zamek Kazimierzowski został przez Raya Wilsona  – po raz kolejny – zdobyty.

0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
Sonda
Czy zwracasz uwagę na oznaczenia na opakowaniach?
  • Nie mam na to czasu
  • Nie, bo nie rozumiem znaczenia symboli
  • Staram się zrozumieć informacje z opakowania, ale nie zawsze wiem, co oznaczają
  • Zwracam uwagę na symbole i potrafię je odczytać
nr 08/2017
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium