Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 346/2016, Niedziela 11 grudnia 2016 r., Damazego i Waldemara
Opublikowano
Słynny niebieski prochowiec
Napisał setki piosenek, wyśpiewując je swym niskim, nostalgicznym głosem. Poeta, pisarz, kompozytor i piosenkarz. Artysta przez duże A. Uważany za jednego z wizjonerów muzyki, potrafił stworzyć swój niepowtarzalny i rozpoznawalny styl pieśni autorskiej. Jeśli płyną jego songi, to brzmią nie tylko w uszach, ale zapadają głęboko w sercach. Począwszy od „Famous Blue Raincoat,” poprzez „Hallelujah,” aż po „Dance Me to the End of Love”. Leonard Cohen nie żyje. Odszedł w wieku 82 lat. Pozostawił nam swoje utwory.
Jest tego sporo, był bowiem jednym z najbardziej płodnych twórców. Urodził się w Montrealu, w średniozamożnej żydowskiej rodzinie. Ojciec Nathan pochodził z Polski, a matka Masha była córką Żyda litewskiego pochodzenia. Jako 13-latek nauczył się grać na gitarze, ale już  wcześniej pisał piosenki. Jego kariera zaczęła się od literatury. Już w czasie studiów otrzymał prestiżową nagrodę literacka Mc Naughton Prize. Tworzył i publikował poezję, wydając dwie powieści. I pojawiła się Suzanne. Utwór, który stał się przebojem w 1965 roku, otworzył Cohenowi drogę do kariery muzycznej. Dwa lata później debiutował na publicznym koncercie i wydał swój album pt. Songs of Leonard Cophen. Płyta odniosła wielki sukces. Cohen, śpiewając nieco monotonnym, charakterystycznym barytonem, akompaniował sobie na gitarze, przy wsparciu niewielkiego zespołu.
Jego teksty, zawierające interkultutrowe i religijne aluzje, zaprawione czarnym humorem, znalazły odbiorców w środowiskach studenckich i literackich ówczesnej Ameryki. Tworzył dalej, zmieniając aranżacje i brzmienie. Pojawiły się gitary elektryczne, klawisze, smyczki i chóry oraz ostrzej grająca sekcja rytmiczna. Słychać to na kolejnych płytach. Niektóre z nich uzyskały status złotych i platynowych. Niezwykłą popularność zdobył Cohen w Polsce, w dużej mierze dzięki Maciejowi Zembatemu, tłumaczowi i wykonawcy coverów artysty. Trasa koncertowa w Polsce, w 1985 roku to największe sale koncertowe przy pełnej widowni. Był zafascynowany Zen. Po pięciu latach medytacji w Centrum Zen na Mount Baldy stwierdził, że stał się innym  człowiekiem.
Swemu mistrzowi poświęcił wiele wierszy w tomie Księga tęsknoty. Wtedy, po prawie dziesięciu latach przerwy, wydał album z pamiętnym In My Secret Live. W 2005 roku okazało się, że został bankrutem. Zgromadzone na funduszu emerytalnym 5 mln dolarów sprzeniewierzyła była przyjaciółka i doradca finansowy Kelley Lynch. Cohen, nie mając nawet środków na opłacenie podatków, znów zaczął koncertować. Zaliczył 250 występów. Choć sprawę w sądzie wygrał, pieniędzy nie odzyskał. W 2016 r.  wydał swój ostatni album You Want It Darker, wysoko notowany na światowych listach. „Gdy tu byłeś ostatnio, wyglądałeś jak starzec, podniszczyłeś swój słynny niebieski prochowiec, do każdego pociągu wychodziłeś na dworzec, aż wsiadłeś w ostatni i uciekłeś jak złodziej” – śpiewa Cohen w swym pamiętnym Famous Blue Raincoat. Słynny niebieski prochowiec. Pozostanie z nami, tak jak i inne Jego songi.
1 Komentarz
user
skomentuj
Komentujesz jako:
user
mk 91.193.208.124 10 godzin temu
Trzeba przyznać ,że człowiek miał charakter. Będąc  już  starym człowiekiem   ,  został nie  z własnej winy bankrutem i udowodnił sobie i innym , że można się podnieść  , nawet wtedy . Być może , oprócz siły , potrzebny jest  wielki - a taki miał - talent .
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium