Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 344/2016, Piątek 9 grudnia 2016 r., Wiesławy i Leokadii
Opublikowano
Między prawdą czasu a prawdą ekranu
W dyskusji nad kształtem polskiej kultury jak bumerang powraca temat super-filmu historycznego, który zdecydowanie zmieni obraz Polski w świecie (w domyśle: na lepszy) i wreszcie odda nam dziejową sprawiedliwość. Trwa właśnie konkurs na scenariusz takiego filmu, ogłoszony przez ministra kultury (ponoć już napłynęło nań 800 zgłoszeń) i jak się dowiedzieliśmy ostatnio, zamiarem resortu jest, by ów super-film wzorował się na historycznych produkcjach amerykańskich, które jak wiadomo są najlepsze.

Ostatnio minister spraw wewnętrznych poszedł jeszcze dalej, bo zaproponował, aby państwo polskie zaangażowało do tej super-produkcji słynnych reżyserów i aktorów z Hollywood, wskazując konkretnie na Toma Cruise’a i Mela Gibsona. Teza to nieco dyskusyjna i to z kilku powodów. Po pierwsze: owszem, wysokobudżetowe amerykańskie filmy historyczne gromadzą wielką publiczność (zwłaszcza w USA) i często w istotny sposób wpływają na postrzeganie dziejów dawnych lub nowszych, ale też niezwykle często są krytykowane za przeinaczanie historii. Owe przekłamania i uproszczenia wynikają właśnie z tego, że są to filmy drogie, bo skrojone pod gust szerokiego odbiorcy, a ten nie pragnie prawdy historycznej, ale atrakcyjnej fabuły. Można by więc rzec, że określenie „filmowa superprodukcja pokazująca prawdziwy obraz” to z natury rzeczy oksymoron.

Po drugie: wpisane w tę tezę jest przekonanie, że Polacy nigdy nie potrafili robić filmów historycznych zdobywających widownię, toteż muszą skorzystać z wzorca hollywoodzkiego. To jednak założenie dość krzywdzące dla polskiego filmu, jeśli zważy się na nagrody, jakie w XX i XXI wieku zdobyli twórcy polskich filmów o historycznych wydarzeniach – wystarczy choćby wziąć samego Andrzeja Wajdę i jego KanałPopiół i diamentPopiołyCzłowieka z marmuruDantonaPana Tadeusza czy Katyń. Warto zwrócić uwagę, że filmy te nie tylko były popularne wśród widzów, ale też zyskały uznanie krytyki i innych filmowców (nota bene: to oni przyznają Oscary), ponieważ mówiąc o przeszłości, mówiły też coś o nas samych.

Wreszcie po trzecie: bardzo trudno będzie napisać scenariusz, który pokaże Polaków zarazem jako zwycięzców i pokonanych, jako mocarstwo rozdające karty światowej polityki i zarazem bezbronną ofiarę zdrady łże-sojuszników. Niełatwo będzie też stworzyć bohatera, który w jedną spójną całość złoży wszystkie polskie cechy, jakie pragnęlibyśmy zaprezentować światu – a więc mądrość i porywczość, rozwagę i skłonność do poświęceń, dumę i skromność, prostolinijność i spryt, fizyczną siłę i kruchą tkliwość. Przy całym swym talencie, nawet Mel Gibson może mieć z tym problem.

Obawiam się, że próby zaangażowania krajowego czy światowego przemysłu filmowego do polepszania wizerunku Polski nie przyniosą spodziewanych rezultatów. Może lepiej by było, by Polska sama z siebie zaczęła się dobrze kojarzyć jako kraj ludzi rozsądnych i myślących, różnorodnych i otwartych, przejętych dobrem wspólnym, a nie tylko własnym małym interesem. Tak, by nasz obraz nie był efektem działań PR, ale by odpowiadał prawdzie o Polakach jako fajnych ludziach. Oczywiście, o ile to jest prawda…

0 Komentarzy
user
skomentuj
Komentujesz jako:
nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium