Życie Podkarpackie nr 48/2016 Życie Podkarpackie nr 48/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 340/2016, Poniedziałek 5 grudnia 2016 r., Kryspina i Saby
Opublikowano
Wężykiem
Nie ma to jak fachowcy. Na nich zawsze można liczyć. Jak czegoś nie naprawią, to na pewno zepsują. Znajomy opowiada mi taką oto historię. Pękła mu rura w ścianie. Klasyka. Przyjeżdża ekipa. Szef, hydraulik i elektryk. Po co ten ostatni – nie wiadomo, ale to się wyjaśni. Woda cieknie po ścianie, więc po naradzie konsylium podejmuje decyzję. Kuć! Rozwalają kawałek ściany, ale nic. Kują dalej. Dziura coraz głębsza. Końca nie widać.
Wreszcie w tunelu pojawia się światełko. Rura załatana, woda zatrzymana. Kupa gruzu i potu. Ale coś nie halo z piecem c.o. Trzeba przepiąć to i owo. I tu niezbędny jest elektryk. Wpina i przepina, aż nagle czuć swąd. Najpierw idzie siwy dym, a potem – żywy płomień. Płonie pompa do cyrkulacji ciepłej wody. Mistrz wpiął do niej prąd trójfazowy, więc to normalne, że się fajczy. Prace zostają wstrzymane. Dociera jeszcze dwóch fachowców. Razem jest już pięciu. Wreszcie przybywa szósty, który ogarnia prąd trójfazowy. Opisana sytuacja nie należy do rzadkości. Z oczywistych względów pominięto tutaj niecenzuralne zwroty użyte w czasie akcji oraz środki przymusu bezpośredniego zastosowane przez właściciela wobec elektryka, który jako pierwszy opuścił plac boju. A wydawało się, że czasy majstra „złotej rączki” minęły bezpowrotnie. Zaczęli działać u nas prawdziwi specjaliści i dobrze to wróżyło. Niestety. Kiedy na plakatach we Francji pojawił się polski hydraulik, okazało się, że nasi spece wieją za granicę na potęgę. Dekarze, murarze, hydraulicy i elektrycy rzeźbią kasę u Anglika, Niemca albo Norwega i raczej nie palą się, by wracać.

Przeprowadzono ostatnio sondę. Zapytano naszych ziomków za granicą, czy wróciliby, gdyby ułatwiono im zakładanie firm i wprowadzono cały pakiet udogodnień. Odpowiedź była łatwa do przewidzenia. Nikt nie chce wracać. Ale sonda może się mylić. Ostatnio coś na dachu mi wyskoczyło do reperacji. Dzwonię do solidnego dekarza. Gadamy, umawiamy się, aż on nagle mówi: fajnie, ale ja jestem w Holandii. Miejscowy inżynier, który ogarnia kilka placów budowy, skarży się na brak specjalistów. Wygląda na to, że wracają czasy „złotej rączki”. Po mistrzowsku przedstawił kiedyś ten stan rzeczy kabaret „Dudek”.
Majster (Jan Kobuszewski) uczy praktykanta (Wiesław Gołas) na żywym organizmie klienta (Wiesław Michnikowski). Dana woda podlegająca ciśnieniu, napotykając na otwór, czyli szczelinę, wypływa. Praw fizyki nie zmienisz. Biedny klient z fazy buntu przechodzi w stan ukorzenia, a majster każe Jasiowi notować, tu i ówdzie nakazując podkreślenia. „Wężykiem Jasiu, wężykiem”. Tak to doczekaliśmy czasów, w których życie znowu przypomina kabaret. Pal licho rury i wodę. Gorzej, że na różnych szczeblach i w różnych sektorach przybywa nam specjalistów, przy których majster Kobuszewski wymięka ze swą retoryką. Wypada to podkreślić. Wężykiem.
1 Komentarz
user
skomentuj
Komentujesz jako:
user
mk 91.193.208.124 07.10.2016

A dlaczego wyjeżdżają i to nie od roku  , ale od około 12 lat / wejście do UE , czyli Eurokołchozu.   ODP: Bo w Polsce dawno na zlecenie liberałków , masonerii ukrzyżowano narodowe całe gałęzie przemysłu i to nie tylko  dlatego ,że były-  jak na ówczesne czasy  oczywiście  -przestarzałe , ale to była cena , przysłowiowy haracz jak w mafii za wejście do tych wręcz mafijnych struktur . CZYLI KRÓTKO  -- NIE MA PRACY.

nr 48/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium
Sonda
Prezenty z okazji mikołajek lub pod choinkę...
  • Kupuję on-line
  • Wynajduję w małych sklepikach lub centrach handlowych
  • Stawiam na bony podarunkowe
  • Sam tworzę