Życie Podkarpackie nr 49/2016 Życie Podkarpackie nr 49/2016

Życie Podkarpackie - informacje z regionu Przemyśla, Jarosławia, Lubaczowa, Przeworska

Życie.pl, nr 343/2016, Czwartek 8 grudnia 2016 r., Marii i Wirgiliusza
Opublikowano
Dokąd idziesz
Kilka dni temu, jak gwałtowna burza przez sierpniowe niebo, przetoczyła się przez Polskę fala wspólnych i głośnych czytań Sienkiewicza. Czytali młodzi i starzy, czytali wielcy i mali, czytali wytrawni literaccy wyjadacze i ci, którym książka rzadko ciąży w dłoni. I myślę sobie, że chyba żaden inny polski pisarz nie nadaje się lepiej do takiego wspólnego odczytywania. Bo różni tam Mickiewicze, Żeromscy, Reymonty czy Prusy, co prawda wielkimi pisarzami byli, ale ich literatura stawia czytelnikowi dość duży opór, który najlepiej przełamywać w samotności i skupieniu. Za to powieści Sienkiewicza trafiają do każdego, są powszechnie zrozumiałe, no i atrakcyjne. Nic zatem dziwnego, że do – bardzo cennej zresztą – akcji „Narodowe Czytanie” w tym roku sami Polacy wybrali dzieło Sienkiewicza. A że „Trylogię” już wspólnie czytano w 2014, to w tym roku nie pozostało nic innego, jak zabrać się za „Quo Vadis”.

Od lat zastanawia mnie ta popularność dzieł Henryka Sienkiewicza, która właściwie nie osłabła od ponad 100 lat. Żaden inny polski pisarz nie osiągnął podobnego sukcesu – potwierdzonego zarówno na gruncie kultury masowej (od niezwykłej kariery odcinków powieści drukowanych w gazetach po milionowe widownie ekranizacji jego dzieł) i kultury wysokiej (Nagroda Nobla). Przecież nie był to najlepszy pisarz polski wszech czasów, nawet nie był najlepszy w swoich czasach (bo taki choćby Prus pod względem literackim czy intelektualnym bił go na głowę), a jednak przypadł do serca wszystkim Polakom. Co prawda zawsze był krytykowany, zwłaszcza za silne odstępstwa od prawdy w swoich historycznych powieściach, ale nawet najbardziej srogim krytykom miękło serce, gdy czytali o przygodach Kmicica, Zagłoby czy Wołodyjowskiego. Bo potrafił Sienkiewicz dobrze opowiadać, choćby nawet opowiadał same bujdy na resorach.

Jego największą sztuką było snucie atrakcyjnych fabuł o fikcyjnych postaciach i fikcyjnych zdarzeniach umieszczonych w pozornie realistycznych światach. Wiedział też, że ludzie najbardziej lubią historie, które już kiedyś słyszeli, a więc opowiadał nam nie tyle o wojnie polsko-szwedzkiej czy powstaniu kozackim, co o perypetiach miłosnych Andrzeja i Oleńki, Jana i Heleny, Michała i Basieńki. Bo to romanse są tu najważniejsze, a wydarzenia historyczne to tylko tło, o którego prawdę i precyzję Sienkiewicz nie dbał zbyt mocno.

A jednak tak się zdarzyło, że owe sercowe przygody utrwaliły w czytelnikach wyobrażenia na temat historii (oczywiście fikcyjne) i próżno dziś kogoś przekonywać, że Potop nie był wojną w obronie narodu i religii, a Krzyżacy nie byli Niemcami. Okazało się zatem, że Sienkiewicz trafił w naszą najczulszą strunę: bo my najbardziej lubimy, gdy ktoś nam opowiada bajki. I w bajki chętniej wierzymy niż w wyniki badań naukowych czy w ustalenia specjalistów. Zamiast czytać podręczniki, wolimy chłonąć romanse, komedie i tragedie. A na ich podstawie, niejako przy okazji, powstaje w nas obraz świata, który z rzeczywistością ma tyle wspólnego, co opowieści Zagłoby z prawdą.

nr 49/2016
E-wydanie
elektroniczna wersja
"Życia Podkarpackiego"
w formacie PDF
przeglądaj
Przejdź na wersję Premium
dostęp do pełnych wersji artykułów
e-wydanie
prenumerata wydania papierowego
sprawdź wersję Premium